#5
Szachy. To one były wczorajszą gwiazdą wieczoru (i późnego popołudnia dobrze, ale to już dobrze nie brzmi). Nie spodziewałam się że moja siostra wyrazi chęć gry w szachy, zamiast standardowych warcabów. W sumie, to miłe że chciała się nauczyć zasad, mimo że koniec końców i tak myliły jej się przez całą grę - ale jak na całkowitego debiutanta, poszło jej świetnie.
W szachy zawsze grałam z moim dziadkiem, jak byłam młodsza. Nie jestem dobra w przewidywaniu kolejnych ruchów, dla mnie była to zwyczajna rozrywka, tak jak karty, w które, w proste gry, także grywaliśmy. Po moim dawnym zajęciu ostała się magnetyczna plansza z pionkami, którą teraz wyciągnęłyśmy, żeby samemu się pobawić.
Sama nie pamiętałam zasad. Trochę zajęło nam testowanie, jakie zasady pasują nam najbardziej - bo jako że to nie oficjalny turniej, mogłyśmy detale ustalać same. Jestem z niej bardzo dumna, ponieważ... Wygrała ze mną. No, prawie, czasem zdarzały się drobne błędy, ale zwykle były powodem skupienia się na pionkach, nie na całej planszy.
Zanim coś zrobimy, lepiej się zastanowić, jakie nasz ruch niesie za sobą konsekwencje, i czy patrzymy trochę dalej i szerzej, niż na pionki, wszak uczestniczące w większej grze.
Bo powodzenie impulsywnego działania polega wyłącznie na rachunku prawdopodobieństwa. Sądzę, że czasem lepiej się dodatkowo ubezpieczyć. Ale samo działanie też jest ważne. Czasem cenniejsze od wiedzy, jest doświadczenie. Życzę wam wielu prób, i błędów, które jednak w całkowitym rozrachunku, powinny się opłacić.
;*
OdpowiedzUsuń