#7
Dziś nie za bardzo mam co opisywać. Kolejne przeglądanie internetu do rana sprawiło, że obudziłam się dopiero o... 14. Po 14, tak praktycznie. A zdolna do życia byłam dopiero ok. 16, po kąpieli i namiastce obiadu.
W sumie, po obejrzeniu serii anime, i drugiej serii, i zastanowieniu się porządnym, najbardziej zadziwiające były teksty rodzaju "rzuciłem dwie prace, żeby móc się z Tobą częściej widywać". No, że ile?! To ile mu jeszcze zostało? Czy oni w ogóle mają czas na cokolwiek poza pracą? Prawdopodobnie nie, ale że znawcą nie jestem, to wypowiadać się nie będę. W każdym razie, co by było, gdyby każdy był tak pracowity, jak zostało to przedstawione na ekranie? Myślę, że wszyscy byliby szczęśliwsi, bo zamiast "nie chce mi się", po prostu zaczynaliby działać. A to uszczęśliwia, że dążymy do czegoś, czego chcemy, co nas cieszy, czy też co jest nam potrzebne, bez marudzenia. Na marudzeniu traci się najwięcej czasu. Dlatego następnego dnia, w imię tego, od razu wstałam z łóżka po przebudzeniu, sprzątnęłam mieszkanie bez odkładania na później, i teraz napisałam posta na blogu. I wiecie co? Czuję się lepiej.
czwartek, 24 kwietnia 2014
środa, 23 kwietnia 2014
#6 Anime
#6
W tym miejscu chcę serdecznie pozdrowić moją siostrę, która 40 minut dobijała się do drzwi wejściowych zanim wpadła na pomysł podejścia pod okno mojego pokoju i zawołania mnie, żebym wpuściła ją do środka ^ ^ Brawo siostro, jestem z Ciebie dumna ^ ^
Poza tym? Nieprzespana noc. Nie z bezsenności, ale... na anime. Zwykle i tak długo nie chce mi się spać, a w połączeniu z czymś do oglądania, nie byłam senna do 6 rano. Później cały dom się obudził, dlatego trzygodzinną drzemkę urządziłam sobie dopiero w południe. Serią która mnie wciągnęła, było dwusezonowe Junjou Romantica. S stwierdziła, że nie należy dać się w to wciągać za bardzo, inaczej skończę oczekując realnie tego, co pokazują mi na ładnie narysowanym anime. Ale w sumie... Ja dokładnie to realnie mam. Nie muszę się zachwycać na wyrost ^ ^
Oprócz tego, dzień minął w miarę spokojnie. Jako że spałam niewiele i w środku dnia, pod wieczór byłam całkowicie padnięta i tylko leżałam pod kołdrą na własnym łóżku... Oglądając kolejne anime. Chyba daję się w to wciągnąć, bardziej niż powinnam. Ale spokojnie, mam nadzieję, że to chwilowa fascynacja nowością.
W tym miejscu chcę serdecznie pozdrowić moją siostrę, która 40 minut dobijała się do drzwi wejściowych zanim wpadła na pomysł podejścia pod okno mojego pokoju i zawołania mnie, żebym wpuściła ją do środka ^ ^ Brawo siostro, jestem z Ciebie dumna ^ ^
Poza tym? Nieprzespana noc. Nie z bezsenności, ale... na anime. Zwykle i tak długo nie chce mi się spać, a w połączeniu z czymś do oglądania, nie byłam senna do 6 rano. Później cały dom się obudził, dlatego trzygodzinną drzemkę urządziłam sobie dopiero w południe. Serią która mnie wciągnęła, było dwusezonowe Junjou Romantica. S stwierdziła, że nie należy dać się w to wciągać za bardzo, inaczej skończę oczekując realnie tego, co pokazują mi na ładnie narysowanym anime. Ale w sumie... Ja dokładnie to realnie mam. Nie muszę się zachwycać na wyrost ^ ^
Oprócz tego, dzień minął w miarę spokojnie. Jako że spałam niewiele i w środku dnia, pod wieczór byłam całkowicie padnięta i tylko leżałam pod kołdrą na własnym łóżku... Oglądając kolejne anime. Chyba daję się w to wciągnąć, bardziej niż powinnam. Ale spokojnie, mam nadzieję, że to chwilowa fascynacja nowością.
wtorek, 22 kwietnia 2014
#5 Szachy
#5
Szachy. To one były wczorajszą gwiazdą wieczoru (i późnego popołudnia dobrze, ale to już dobrze nie brzmi). Nie spodziewałam się że moja siostra wyrazi chęć gry w szachy, zamiast standardowych warcabów. W sumie, to miłe że chciała się nauczyć zasad, mimo że koniec końców i tak myliły jej się przez całą grę - ale jak na całkowitego debiutanta, poszło jej świetnie.
W szachy zawsze grałam z moim dziadkiem, jak byłam młodsza. Nie jestem dobra w przewidywaniu kolejnych ruchów, dla mnie była to zwyczajna rozrywka, tak jak karty, w które, w proste gry, także grywaliśmy. Po moim dawnym zajęciu ostała się magnetyczna plansza z pionkami, którą teraz wyciągnęłyśmy, żeby samemu się pobawić.
Sama nie pamiętałam zasad. Trochę zajęło nam testowanie, jakie zasady pasują nam najbardziej - bo jako że to nie oficjalny turniej, mogłyśmy detale ustalać same. Jestem z niej bardzo dumna, ponieważ... Wygrała ze mną. No, prawie, czasem zdarzały się drobne błędy, ale zwykle były powodem skupienia się na pionkach, nie na całej planszy.
Zanim coś zrobimy, lepiej się zastanowić, jakie nasz ruch niesie za sobą konsekwencje, i czy patrzymy trochę dalej i szerzej, niż na pionki, wszak uczestniczące w większej grze.
Bo powodzenie impulsywnego działania polega wyłącznie na rachunku prawdopodobieństwa. Sądzę, że czasem lepiej się dodatkowo ubezpieczyć. Ale samo działanie też jest ważne. Czasem cenniejsze od wiedzy, jest doświadczenie. Życzę wam wielu prób, i błędów, które jednak w całkowitym rozrachunku, powinny się opłacić.
Szachy. To one były wczorajszą gwiazdą wieczoru (i późnego popołudnia dobrze, ale to już dobrze nie brzmi). Nie spodziewałam się że moja siostra wyrazi chęć gry w szachy, zamiast standardowych warcabów. W sumie, to miłe że chciała się nauczyć zasad, mimo że koniec końców i tak myliły jej się przez całą grę - ale jak na całkowitego debiutanta, poszło jej świetnie.
W szachy zawsze grałam z moim dziadkiem, jak byłam młodsza. Nie jestem dobra w przewidywaniu kolejnych ruchów, dla mnie była to zwyczajna rozrywka, tak jak karty, w które, w proste gry, także grywaliśmy. Po moim dawnym zajęciu ostała się magnetyczna plansza z pionkami, którą teraz wyciągnęłyśmy, żeby samemu się pobawić.
Sama nie pamiętałam zasad. Trochę zajęło nam testowanie, jakie zasady pasują nam najbardziej - bo jako że to nie oficjalny turniej, mogłyśmy detale ustalać same. Jestem z niej bardzo dumna, ponieważ... Wygrała ze mną. No, prawie, czasem zdarzały się drobne błędy, ale zwykle były powodem skupienia się na pionkach, nie na całej planszy.
Zanim coś zrobimy, lepiej się zastanowić, jakie nasz ruch niesie za sobą konsekwencje, i czy patrzymy trochę dalej i szerzej, niż na pionki, wszak uczestniczące w większej grze.
Bo powodzenie impulsywnego działania polega wyłącznie na rachunku prawdopodobieństwa. Sądzę, że czasem lepiej się dodatkowo ubezpieczyć. Ale samo działanie też jest ważne. Czasem cenniejsze od wiedzy, jest doświadczenie. Życzę wam wielu prób, i błędów, które jednak w całkowitym rozrachunku, powinny się opłacić.
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
#4 Kontakty z ludźmi
#4
Kolejny dzień, i - kolejny sukces. Można tak powiedzieć. Tematem dnia było "nawiązywanie nowych znajomości". Jak ważne to jest dla każdego - niech każdy sam oceni, ponieważ są ludzie i lgnący do towarzystwa, i tacy, dla którego jego brak jest prawie że błogosławieństwem ^ ^ Jestem bardziej introwertykiem, i nie mam wielkiej pewności siebie, dlatego odezwanie się do nowej osoby jest dla mnie czymś, co można zapisać w kalendarzu jako święto. A święta aktualnie też są, więc tak jak zmartwychwstał Jezus - tak też zmartwychwstają moje zdolności interpersonalne (komunikacyjne, tak prościej). Może nie osiągnęłam szczytu zainteresowania rozmówcy, jednak obie osoby przyznały, że nie nudziły się podczas wymiany zdań.
W ogóle, słuchanie innych ludzi jest dla mnie ważne. Nie tylko mówienie, ale również słuchanie - które pozwala nam dowiedzieć się więcej o poznawanej osobie, a w konsekwencji lepiej się z nią porozumieć. Myślę, że czytelnicy zaglądający na bloga, nie powinni bać się wyrażać swojego zdania w komentarzach.
Na wielu portalach jest trend do akceptowania tylko komentarzy pozytywnych. Jeśli powiesz coś, co nie jest peanami pochwalnymi - jesteś hejterem, nie masz własnego życia, krytykujesz innych za nic, i cała reszta podobnych podsumowań. Ale nazwa rubryki brzmi "komentarze", nie "tutaj wyraź swój zachwyt na temat właśnie obejrzanej/przeczytanej/usłyszanej rzeczy".
Mam nadzieję że Wam święta też pozwoliły albo pogłębić relacje z własną rodziną, albo, korzystając z wolnego czasu, poznać nowych ludzi. Nie zachęcam nikogo na siłę, ale sądzę że jeśli nawet zamknięta w sobie ja poczułam się lepiej od kontaktu z innymi, to innym też może to co najmniej poprawić humor. Niech każdy spędza czas wolny tak jak lubi, czy to samotnie, czy też z innymi. Ale chętnych, zapraszam do komentowania.
Kolejny dzień, i - kolejny sukces. Można tak powiedzieć. Tematem dnia było "nawiązywanie nowych znajomości". Jak ważne to jest dla każdego - niech każdy sam oceni, ponieważ są ludzie i lgnący do towarzystwa, i tacy, dla którego jego brak jest prawie że błogosławieństwem ^ ^ Jestem bardziej introwertykiem, i nie mam wielkiej pewności siebie, dlatego odezwanie się do nowej osoby jest dla mnie czymś, co można zapisać w kalendarzu jako święto. A święta aktualnie też są, więc tak jak zmartwychwstał Jezus - tak też zmartwychwstają moje zdolności interpersonalne (komunikacyjne, tak prościej). Może nie osiągnęłam szczytu zainteresowania rozmówcy, jednak obie osoby przyznały, że nie nudziły się podczas wymiany zdań.
W ogóle, słuchanie innych ludzi jest dla mnie ważne. Nie tylko mówienie, ale również słuchanie - które pozwala nam dowiedzieć się więcej o poznawanej osobie, a w konsekwencji lepiej się z nią porozumieć. Myślę, że czytelnicy zaglądający na bloga, nie powinni bać się wyrażać swojego zdania w komentarzach.
Na wielu portalach jest trend do akceptowania tylko komentarzy pozytywnych. Jeśli powiesz coś, co nie jest peanami pochwalnymi - jesteś hejterem, nie masz własnego życia, krytykujesz innych za nic, i cała reszta podobnych podsumowań. Ale nazwa rubryki brzmi "komentarze", nie "tutaj wyraź swój zachwyt na temat właśnie obejrzanej/przeczytanej/usłyszanej rzeczy".
Mam nadzieję że Wam święta też pozwoliły albo pogłębić relacje z własną rodziną, albo, korzystając z wolnego czasu, poznać nowych ludzi. Nie zachęcam nikogo na siłę, ale sądzę że jeśli nawet zamknięta w sobie ja poczułam się lepiej od kontaktu z innymi, to innym też może to co najmniej poprawić humor. Niech każdy spędza czas wolny tak jak lubi, czy to samotnie, czy też z innymi. Ale chętnych, zapraszam do komentowania.
niedziela, 20 kwietnia 2014
#3 PBF yaoi
#3
Na trójkę zasłużyło wydarzenie z dziedziny "coś na co się odważyłam mimo że nigdy bym nie pomyślała że to zrobię". Ostatnio zaczęłam robić rzeczy, które w sumie nigdy albo nie przeszły mi przez myśl, a jeśli już, to nie miałam na nie odwagi (takie jak np. założenie bloga). Pewnego dnia, przy prozaicznej czynności, bo idąc do sklepu, po prostu doszłam do wniosku (tak, do wniosku, zamiast do sklepu, ha ha... ^ ^ ), że bez sensu jest bać się zrobić coś, na co mamy ochotę. Kto zna żywot swoich pradziadków, czy choćby rodziców, z uwzględnieniem każdego ich potknięcia? Może świadkowie tych wydarzeń, co najwyżej, ale nawet jeśli, to ludzie żyją tylko kilkadziesiąt lat, więc, zamiast się przejmować i nie robić niczego, można próbować, i zbudować własną pewność siebie, która po czasie nawet jeśli ktoś będzie próbował się z nas śmiać, sprawi, że nie będziemy się tym przejmować. Nawet o niektórych własnych porażkach pamiętam tylko ja - inni nie przywiązują do nas takiej wagi, o jaką się boimy. Dlatego trójeczkę poświęcam nowemu wydarzeniu na które się odważyłam - założeniu konta na PBFie yaoi ^ ^
Zdecydowanie nie wiem co z tego wyjdzie. Nigdy nie pisałam zbyt wiele (poza rozmowami z S na gg), ale, może taka forma pisania też przypadnie mi do gustu? W każdym razie zapowiada się co najmniej interesująco, postać już stworzyłam, dlatego teraz poczekam na efekty ^ ^ Nie mam doświadczenia w PBFach (Played by Forum, czyli gra tekstowa rozgrywana za pomocą wiadomości na forum), chociaż chyyyba kiedyś uczestniczyłam w jednym takim, ale na temat... Bodajże simów. Zobaczymy jak wychodzi mi wcielanie się w zupełnie inną osobę. Chociaż nie aż tak zupełnie inną, bo dla ułatwienia na początku, stworzyłam istotkę całkiem podobną do mnie. Lubię kreować i zarządzać, kiedyś zostałam porównana do artysty-malarza z "World of Goo", a moje Steamowe zasoby obejmują głównie gry polegające na zarządzaniu, czy to miastem, czy zoo, czy postacią jak we wspomnianym wcześniej Don't Starve, czy też nawet budową sieci komunikacyjnej. W każdym razie, moje artystyczne zapędy może doprowadzą mnie do odkrycia nowej, tej kreatywnej części siebie, w którą to część od dawna wątpię.
Na trójkę zasłużyło wydarzenie z dziedziny "coś na co się odważyłam mimo że nigdy bym nie pomyślała że to zrobię". Ostatnio zaczęłam robić rzeczy, które w sumie nigdy albo nie przeszły mi przez myśl, a jeśli już, to nie miałam na nie odwagi (takie jak np. założenie bloga). Pewnego dnia, przy prozaicznej czynności, bo idąc do sklepu, po prostu doszłam do wniosku (tak, do wniosku, zamiast do sklepu, ha ha... ^ ^ ), że bez sensu jest bać się zrobić coś, na co mamy ochotę. Kto zna żywot swoich pradziadków, czy choćby rodziców, z uwzględnieniem każdego ich potknięcia? Może świadkowie tych wydarzeń, co najwyżej, ale nawet jeśli, to ludzie żyją tylko kilkadziesiąt lat, więc, zamiast się przejmować i nie robić niczego, można próbować, i zbudować własną pewność siebie, która po czasie nawet jeśli ktoś będzie próbował się z nas śmiać, sprawi, że nie będziemy się tym przejmować. Nawet o niektórych własnych porażkach pamiętam tylko ja - inni nie przywiązują do nas takiej wagi, o jaką się boimy. Dlatego trójeczkę poświęcam nowemu wydarzeniu na które się odważyłam - założeniu konta na PBFie yaoi ^ ^
![]() |
| http://www.yaoi-no-ai.pun.pl/forums.php |
sobota, 19 kwietnia 2014
#2 Shrek 2
#2
Drugi dzień był całkowicie spokojny. Myślałam, że nie trafi mi się nic do opisania, ponieważ złapałam całkowitego lenia i nie zdołałam się nawet ruszyć z domu, mimo ślicznej pogody (prawie 20 stopni i brak zachmurzenia). Ale nawet to może mieć swoje plusy. Z racji, że moja rodzina także postanowiła pozostać w murach mieszkania, wieczorem udało nam się zgromadzić razem przed telewizorem, oglądając Shreka 2
Myślę, że takie dni też są potrzebne, bo na co dzień niby przebywając w jednym domu, każdy zajmuje się sobą i swoimi sprawami. W sumie nie pamiętam kiedy ostatnio robiliśmy coś wspólnie, nawet jeśli chodzi o zwykłe oglądanie telewizji czy inne codzienne czynności. Sam film widziałam już wcześniej, podoba mi się sposób w jaki twórcy wpletli w niego postacie także z innych bajek, łącząc wykreowany świat w spójną całość, a także wszechobecny humor. Zdecydowanie najbardziej przypadła mi do gustu wróżka chrzestna, jej wątek był praktycznie głównym w filmie, dlatego nie dziwne że często pojawiała się na ekranie; jednak każdą postać można zepsuć, cieszę się, że nad nią czuwał sztab ludzi którzy wyraźnie znali się na swojej pracy.
Chcę też pozdrowić moją S, wiem że zagląda na ten zaczątek bloga, i siostrę która podjęła się nadzorowania ciekawości tekstów ^ ^ Wiem, że sam opis filmu jest nudny, ale nie jestem jeszcze przekonana do dzielenia się bardziej prywatnymi rzeczami. Powiedzmy, że dopiero uczę się pisać, zobaczymy na co wpadnę każdego kolejnego dnia.
Drugi dzień był całkowicie spokojny. Myślałam, że nie trafi mi się nic do opisania, ponieważ złapałam całkowitego lenia i nie zdołałam się nawet ruszyć z domu, mimo ślicznej pogody (prawie 20 stopni i brak zachmurzenia). Ale nawet to może mieć swoje plusy. Z racji, że moja rodzina także postanowiła pozostać w murach mieszkania, wieczorem udało nam się zgromadzić razem przed telewizorem, oglądając Shreka 2
![]() |
| http://www.filmweb.pl/2.Shrek/photos |
![]() |
| http://www.filmweb.pl/2.Shrek/photos |
piątek, 18 kwietnia 2014
#1 Don't Starve
#1
Więc, w pierwszym dniu istnienia bloga notkę dostaje gra "Don't Starve". Jest to gra, której oficjalna data wydania przypada na 23 kwietnia 2013r., jednakże wcześniej była dostępna dla graczy, w kolejnych wersjach beta.
Osobiście pamiętam jeszcze którąś z baaardzo wstępnych wersji, gdy biomy zamiast przeplatać się, jak aktualnie to ma miejsce, były osobnymi wysepkami w kształcie kół, które łączyły cieniutkie ścieżki pełniące rolę mostów. Samą grę odkryłam u któregoś Let's Playera na youtube, z początku w ogóle mi się nie podobała, ale zachęcona jej naprawdę wielką popularnością pobrałam betę (w myśl zasady że jak wszyscy coś chwalą, to nie może być beznadziejne). Najbardziej spodobały mi się postacie, które wygłaszają komentarze na temat napotkanych przedmiotów czy zwierząt za pomocą dźwięku, a równocześnie nad nimi pojawia się komentarz zapisany za pomocą tekstu. W tym względzie uwielbiałam Willow, której niszczycielskie zapędy miały odzwierciedlenie w wygłaszanych opiniach ^ ^ Kreskówkowa grafika także ma swoje plusy, nie męczy oczu, a i była powodem dla którego nawet moja młodsza siostra lubi od czasu do czasu ją uruchomić. Największym jednak dla mnie zaskoczeniem, pozytywnym oczywiście, jest praktyczny brak bugów... No, czasem zdarzają się interesujące sytuacje, jak widać na screenie niżej
ale nie wiem czy można to uznać za błąd, czy też po prostu za ciekawostkę wartą zobaczenia. Aktualnie przemierzam świat dzięki uprzejmości Wendy, która pozwoliła sobą sterować, w akompaniamencie wiernej skaczącej skrzynki o imieniu Chester oraz podążającej za nami siostry bliźniaczki Wendy, Abigail. Ja uwielbiam element losowości, zarówno w życiu jak i w grach, a tutaj mapy generowane są właśnie losowo, tak samo jak istotki ją zamieszkujące, dlatego, uważam ją za idealną rozrywkę, której opisowi poświęcam pierwszy dzień i pierwszy post.
Więc, w pierwszym dniu istnienia bloga notkę dostaje gra "Don't Starve". Jest to gra, której oficjalna data wydania przypada na 23 kwietnia 2013r., jednakże wcześniej była dostępna dla graczy, w kolejnych wersjach beta.
![]() |
| Biom z podłożem z sianka, trawą, królikami, i opcjonalnie bizonami |
![]() |
| Świnka mieszkająca na krańcu świata |
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




